Olchon

Wstałem o 4 rano i poszedłem robić zdjęcia. Najpierw delikatnie, ostrożnie, jedno w porcie, drugie na policji, a potem już śmiało, odważnie, poszedłem cyknąć szamankę.

To kraj Buriatów, których utożsamiam, zupełnie pewnie błędnie z Mongołami. Pewne jest, że duża społeczność buriacka mieszka i pracuje w Ułan Bator są dumni ze swojego pochodzenia i wcale tego nie kryją. Olchon jest świętą wyspą Buriatów, znajduje się tu sławna na cały świat skała Szamanka. Ze względu na buriackie wierzenia, na wyspie, wzdłuż ich totemów, pachnie skwaśniałym mlekiem i zepsutą żywnością. Obrzędy, wierzenia, rytuały i przekonania nakazują im dzielić się czy też składać ofiarę pod totemami, już nie wnikałem w szczegóły.

Po śniadaniu i zwinięciu obozu pojechaliśmy zobaczyć północną część wyspy, koszt 450 rubli za dwie osoby i samochód. Ładne miejsca, fatalny dojazd. Tam, na przylądku Mys Choboi (którego nazwy normalnie nie pamiętam, a która to nazwa oznacza chyba kamienny lub korzenny ząb) dopełniłem toastu za Łukasza, to miejsce jest też szczególnym ze względu na fakt, że stanowi jak na razie najdalej wysunięty na wschód punkt moich podróży.


Obóz rozłożyliśmy tam, gdzie poprzednio, dokładnie w tym samym miejscu. Podczas rozstawiania namiotów przyszło do nas dwóch turystów, Rosjan, mających swoje obozowisko nieopodal. Lekko wstawieni podziwiali autko, naszą dotychczasową trasę i dziwili się, że nie boimy się Rosjan jako takich.
W przypływie słowiańskiej czułości i bratniej solidarności pokazali nam też zioło dziurawca, które ich żony zbierają, a oni w miasteczku widzieli je sprzedawane po 100 rubli od małej saszetki.

W Chuzir nie ma normalnego pubu. Niby takie turystyczne miejsce, a nie ma. Albo źle szukałem.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz