Widzi misie

Rano jeszcześmy chwilę pogadali, pożyczyliśmy sobie nawzajem najlepszości, oni ruszyli na trekking zachodnią stroną jeziora Vidraru, my na szosę Transfogaraską.

Myśleliśmy, że przereklamowana.

Że badziew.

Że widzieliśmy lepsze.

No.

To, proszę szanownej gawiedzi, wypluliśmy te myśli 3x przez lewe ramię, dzięki czemu mamy oplutą szybę od strony kierowcy i samego kierowcę też, bo Antypanda pluła akurat w moją stronę.
Piękne okolice, fajna trasa, super misie. Co tu dużo gadać. Polecamy wszystkim.

Po tej przejażdżce Antypanda przejęła stery i prowadziła w cholerę daleko, aż za Cluj Napocę, a ja usiłowałem przydrzemać i chyba nawet się udało.

Krótkie poszukiwania miejsca pod obozowisko zakończyła zbliżająca się (znowu!) nawałnica, podkuliliśmy antyogony i dojechaliśmy do Vadu Crișului do Casa Ciobanca mocno nadwyrężając wszystkie zasoby odporności i cierpliwości każdego członka załogi i tu, oniemiali z zachwytu, zostaliśmy na noc…

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Leave a Reply